przepisy kulinarne, kulinaria, jedzenie, kuchnia

Nigella gryzie

Nigella gryzieJestem zupełnie niepoprawna i zarazem niezbyt oryginalna jeśli chodzi o boginię telewizyjnych programów kulinarnych. Mogłabym oglądać jej programy na okrągło, nieważne czy widziałam jak przyrządza konkretne danie dwa, czy piętnaście razy. Nie wiem czy wielu jest takich jak ja – maniaków oglądania jedzenia na ekranie, ale ludzie lubią Nigellę, a w prasie znalazłam przynajmniej kilka powodów takiej tendencji.

Książka Nigella gryzie jest dla mnie wyjątkowa i, niestety, jedyna, bo na razie tylko ta została przetłumaczona na polski. W ostatnim czasie przejrzałam wiele książek kulinarnych i kilka kupiłam, ale żadnej nie można porównać właśnie z tą.

Przepis to nie wszystko. Składniki i sposób przygotowania jest owszem ważny, bo bez tego w przypadku niektórych potraw ani rusz, ale jest jeszcze coś, co sprawia, że nawet jeśli nie szykuję się do wydania przyjęcia ani gotowania w ogóle, lubię tę książkę brać do ręki.
Na pewno ważne są zdjęcia. Fotografie pojawiają się jednak w większości książek kucharskich, chociaż w wielu przypadkach zdjęcia są nie tyle przeciętne, co często pozbawione dobrego smaku. Jeśli miałabym wybierać książkę bez zdjęć i taką, w której zdjęcia robiła osoba, która nie ma dobrego gustu i zmysłu estetycznego wolę tę pierwszą.

Ale nie tylko smakowite zdjęcia sprawiają, że Nigella gryzie jest moją ulubioną książką o jedzeniu. Jest jeszcze lekkie pióro autorki i kilka słów poza standardowymi: 100 gramów mąki, 2 jajka; jajka zmiksować z mąką. I to właśnie uwielbiam.
Opowieści o pochodzeniu potrawy i komentarze odnośnie sposobu podania, okoliczności kiedy Nigella raczy nimi swoich gości – to może dla wielu być zbędne. Tak jak dla pewnej grupy stąpających twardo po ziemi ludzi zbędne są wszelkie opisy w literaturze – w końcu bez epitetów dałoby się przekazać większość faktów z życia bohatera, a i powieść byłaby ze cztery raz krótsza. Mnie jednak nie chodzi o skrótowe, łatwe i szybkie do przyswojenia opisy literackie. Tak samo w przypadku przepisów nie zawsze chodzi mi o wymienienie składników i sposobu ich łączenia. Wszak to mam i w Internecie i w większości innych źródeł – w gazetach i książkach.

Nigelli zarówno gotowanie jak pisanie o jedzeniu sprawia dziką frajdę, a ludzi z pasją – zwłaszcza jeśli pasja pokrywa się z moimi zainteresowaniami – uwielbiam – słuchać, oglądać, czytać.

Nigella gryzie to dla mnie wspaniała literatura. W sam raz na każdą porę dnia, na dni deszczowe i słoneczne, jako towarzysz leniwego spędzania czasu w ogrodzie jak i wtedy, gdy w zimowe wieczory siedzę otulona kocem a w ręku trzymam kubek kakao. Są tylko dwa warunki – kochasz jeść i o jedzeniu słuchać i po drugie jesteś najedzony albo – masz coś pysznego do podgryzania. Bowiem czytając i oglądając dobrodziejstwa na pięknych fotografiach trudno pokonać nieodpartą ochotę na małe co nieco.



Komentarze

Komentarz od: KrzysiekR
Data: 07/06/2007, 09:29

Recenzja zachęcająca :) czytałem kilka i często podawano jako wadę mała ilość przepisów, plus cześć z nich (teoretycznie) mało ciekawa typu “szynka w coli”. Osobiście lubię patrzeć na sposób gotowania Nigelli, pasji nie da sie nie zauważyć :)


Pingback od: Bakłażanowe involtini – roladki z bakłażana Nigelli Lawson - rondelek.pl
Data: 19/07/2008, 00:39

[…] Bakłażanowe roladki są warte tego, by spędzić w kuchni trochę więcej czasu niż zwykle. Ja często korzystam z rady Nigelli, którą umieściła, wraz z przepisem w książce Nigella gryzie. […]


Twój komentarz